Wszystko zaczęło się od zgłoszenia o dramatycznym pożarze, który wybuchł w jednym z mieszkań na częstochowskiej ulicy Szymanowskiego, na terenie województwa śląskiego. Co wydawało się na pierwszy rzut oka tragedią związaną z działaniem żywiołu, przerodziło się następnie w coś znacznie bardziej porażającego. Po przeprowadzonej sekcji zwłok mężczyzny, którego ciało odkryto pomiędzy popiołami ogarniętego płomieniami lokalu, dowiedziono, że to nie ogień był przyczyną jego śmierci. Choć był to bezspornie 56-letni Artur S., dostrzeżono na jego głowie ranę postrzałową.
Tego dnia, w sobotę 29 marca, służby ratunkowe otrzymały wezwanie dotyczące gaszenia ognia szalejącego w bloku mieszkalnym przy ulicy Szymanowskiego. Na miejscu, w jednym z pomieszczeń, natrafili na ciało mężczyzny.
Prawdziwe oblicze tragedii ujawniło się po identyfikacji ofiary. Był to 56-letni Artur S., niedawno zamieszkujący wynajmowane mieszkanie w tymże bloku. Początkowe przypuszczenia sugerowały, że przyczyną jego śmierci było zaczadzenie spowodowane pożarem. Jednak dokonana sekcja zwłok zdementowała te domysły, ujawniając obecność rany postrzałowej na głowie zmarłego. Co więcej, obok ciała odnaleziono czarnoprochowy pistolet, nie wymagający posiadania zezwolenia.
W toku prowadzonych przez policję i prokuraturę dochodzeń nie wykazano na razie żadnych dowodów mogących wskazywać na udział innych osób w śmierci mężczyzny. W ramach analizowanych hipotez rozważa się możliwość samobójstwa poprzedzonego celowym podpaleniem mieszkania przez Artura S. Nie odrzuca się również scenariusza, według którego do wybuchu pożaru doszło wskutek strzału, który zapalił zgromadzony w mieszkaniu proch. Ale śledczy są otwarci również na inne możliwe scenariusze tego tragicznego zdarzenia.